Wanomichi

Nazwa ta wielu mówi tyle co nic, choć ostatnio pojawiły się nowe filmiki. Ogólnie chcę napisać na temat uzupełniania Aikido inną praktyką, o tym jak inne rzeczy mają na niego wpływ, a czasem stają się jego częścią. To jest temat który jest dla mnie kontrowersyjny i uważam, że trzeba go poruszać. Tym razem nie będzie to o mieszaniu z innymi sztukami walki, ani o patologiach typu „rezygnujemy z gaku, bo kilku mamom to się nie spodobało”. Rzecz będzie o ćwiczeniach fizycznych i o całościowej praktyce Aikido.

Daniel Toutain (6 dan). Wybitny reprezentant Iwama-ryu, tradycyjnej szkoły według przekazu Morhiro Saito. Z tego nurtu w Europie znani są bardziej Ulf Evenas, Paolo Corallini i Bjorn Säw, ale to Daniel Toutain jest dla mnie tym który współcześnie najlepiej potrafi pokazać precyzyjne i dynamiczne Aikido Iwama i perfekcyjne opanowanie broni. Jest dla mnie wzorcem.

Jakież wielkie było moje zdziwienie, gdy niecałe dwa lata temu odkryłem jego „projekt”. Wraz z żoną (Sonia Tomioka Toutain), która także ćwiczy Aikido (3 dan), stworzył swoją wariację Aikido. Jest ona o tyle dziwna, że z jednej strony jest bardzo konserwatywna (Iwama), a z drugiej łączy się z… jogą. I tu mowa jest o jodze Asthanga, która jest joga siłową, wymagającą dużego rozciągnięcia i co tu dużo owijać uważana za kontuzyjną. Żeby nie rzucać słów w pustkę, podeprę się opinią instruktora jogi:
„Dlaczego już nie ćwiczę ashtanga jogi?” Radek Rychlik

Jogę ashtanga stworzył T. Krishnamacharii w latach ’30 ubiegłego wieku, specjalnie dla konkretnej grupy – nastoletnich chłopców indyjskich i w konkretnym celu – aby szybko przygotować ich do robienia pokazów asan. To istotna informacja, wiele wyjaśnia w zestawieniu z tym jak to wygląda. Nierównomierne wzmacnianie ciała, zbyt duży nacisk na jego rozciąganie, idąca za tym kontuzyjność i uszkodzenia, każą poważnie zastanowić się, czy aby na pewno wybór tej akurat odmiany jogi był właściwy.

Jestem w stanie zrozumieć koncepcję uzupełnienia Aikido o jakieś „spokojne” ćwiczenia, polepszające sprawność, w tym gibkość. Chyba wszyscy znamy różne „rozciągania” na Aikido, a Aiki-taso jest stałym elementem treningów. Sam wspominałem tutaj („Co i jak ćwiczył O’Sensei”) ćwiczenia rozciągające powiązane z Makko-ho (japońskie ćwiczenia poprawiające obieg energii w organiźmie człowieka). Tu jak dla mnie Wanomichi poszło za daleko:

Zdjęcie pochodzi z oficjalnego profilu Wanomichi na Facebooku.

Yama Dojo jest piękne, okolica jest piękna, założenia takiej „aikidockiej starości” pewnie marzeniem dla nas wielu:

A tak wygląda Wanomichi. Na początkowych filmach nawet znajomo:

Na filmie jest pokazane „powitanie słońca” w wersji dla początkujących i zaawansowanych. To „powitanie” to zdaje mi się być jakimś standardem w jodze, ale nie ma w nim nic takiego co wywołałoby zdziwienie na treningu Aikido. Potem jest 14 suburi dla początkujących, inne niż zwykle widuje się na treningach, ale interesujące, warto je opanować.

A tutaj najnowsze filmy:

„Wa no Michi” znaczy to samo co Aikido. Na dzisiaj organizacja liczy około 50 dojo. Więcej można poczytać w tym miejscu:

http://www.wanomichi.net/en/wanomichi

Co myślę na ten temat? Koncepcja na pewno ciekawa, są za tym jakieś logiczne argumenty, a nawet może się podobać. Widać w tym poszanowanie tradycji i próbę kompleksowej praktyki, poszerzenia Aikido. Mnie zniechęca, że to akurat ashtanga. No i przede wszystkim chciałbym wiedzieć a najlepiej widzieć jak to jest wkomponowane w trening Aikido. Na dzisiaj nie oceniam, pokazuję jako coś inspirującego.

2 odpowiedzi na “Wanomichi”

  1. Witam po przerwie. Dawno tu nie zaglądałem, ale widzę, że reaktywował Pan blog po czasie. I gratuluję zdobycia 1 dana!
    Co do Wanomichi, to spotkałem się z czymś podobnym w innym nurcie aikido, o którym kiedyś tu wspominałem. Chodzi o Genkikai, opracowane przez sensei Masatomi Ikeda na bazie różnych wschodnich systemów ćwiczeń. W nurcie Ikedy nazywa się to w uproszczeniu „Japanese Yoga” – są nawet filmiki na kanale YT Erica Grafa (Aikido Neuchatel). Chociaż ten kierunek wydaje się być bardziej prosty niż Wanomichi, gdzie trzeba być dość bardziej wytrenowanym gimnastycznie. W Genikai jeszcze więcej oddechów, medytacji itp. udziwnień. Ale ma to swój urok, choć nie każdemu będą się podobały np. ezoteryczne dywagacje o czakrach, których też tam trochę.
    Moim zdaniem, jeśli te ćwiczenia wzbogacają rozgrzewkę, czy są robione dla rozluźnienia na koniec treningu (niekoniecznie z całą „czakrową” otoczką), to czemu nie. Rzecz jedynie w tym, jaki % treningu powinny stanowić.
    A tak zupełnie z innej beczki: widział Pan może kanał YT „Aikidoflow” i ich próby modyfikacji aikido dla potrzeb stricte samoobrony (np. „Why Aikido Has To Grow Up” i inne krótkie poradniki filmowe). Ciekaw jestem Pana opinii.

    Pozdrawiam

    1. Dziękuję za gratulacje i pamięć o tym miejscu.
      Genki Kai jest mi nieznane zupełnie. Obejrzałem filmy Erica Grafa i część z tych rzeczy „łapie się” na normalne zajęcia Aikido w części „Aiki Taiso”. Jedynie kilka ćwiczeń wywołało moje zdumienie, najbardziej gassho gasseki undo.
      Co do Wanomichi wydaje mi się, że „powstało bo musiało” – żona senseia Toutaina jest instruktorką jogi i tylko dlatego zdecydowali się jako małżeństwo na kompozycję jogi ashtangi z Aikido, a nie sięganie po japońskie ćwiczenia. Zresztą występuje tu wspólny element z E.Grafem, mianowicie reklamowanie się słowem „joga” – to brzmi współcześnie i większość ludzi kojarzy mniej więcej co to jest.

      Tu chciałbym wtrącić trochę swoich przemyśleń na temat Aikitaiso. Jak zaczynałem ćwiczyć Aikido to Aiki Taiso było popularne i było nieodłączną częścią treningu. Dosyć szybko przestał być tłumaczony sens tych ćwiczeń w powiązaniu z shinto. Z takich co pamiętam: ćwiczenie oddechowe „niebo-ziemia”, „niebiańska łódź” (funakogi-undo) i „drżenie ducha”. Z biegiem lat zawężany był też wachlarz tych ćwiczeń. Wydaje mi się, że były robione „z pokolenia na pokolenie” i zatracała się wiedza o japońskich nazwach i szczegółach wykonania. Jak pamiętamy dawniej nie było takiego dostępu do źródeł wiedzy, w zasadzie był tylko przekaz bezpośredni. Dlatego warto wspomnieć o ujęciu Aikitaiso w książce Ciechanowicza o metodyce nauczania dzieci, tam jest rozdział o tym na 40 stron i jest to ładnie zebrane.
      Jak mój sensei odszedł z klubu (wyjechał za granicę) i przekazał klub mojemu koledze, to ten wprowadził w to miejsce swój model ćwiczeń. Chciał uwspółcześniać Aikido. Nie podobało mi się to. Przykładowo „tabata” – smartfon na macie, leci z niego odliczanie po angielsku i pokrzykiwania prowadzącego (który solidarnie ćwiczył z nami) „dajesz, jedziesz”. „Brakowało” tylko dresu i gwizdka. Nie moje klimaty, nie pasuje mi to z Aikido.
      Czasem zajęcia prowadziła koleżanka, ona z kolei robiła rozgrzewkę całkowicie różną, tam kropli potu nie było, gimnastyka. Ćwiczenia tego typu co Aiki Taiso czy to co pokazuje Eric Graf, ale bez elementów powiedzmy „duchowych”. W wolnym tempie, w kompletnej ciszy.
      Pytałem ich oboje z osobna o umocowanie swojego podejścia. Kolega tłumaczył, że on jako prowadzący większość treningu gada, więc robi ostrą rozgrzewkę bo „też chcę coś mieć z tego treningu”. Czysto fizyczne podejście, spalanie, kondycja. Natomiast koleżanka motywowała, że z racji wieku potrzebuje więcej czasu na wprowadzenie się w trening, że lepiej się jej ćwiczy jak się tak porozciąga i zrelaksuje.

      Wydaje mi się, że umocowanie ćwiczeń, które nie są Aikido, a mają być uzupełnieniem, to jest czysto indywidualne narzucanie modelu przez prowadzącego trening. Z mojego punktu widzenia, pomimo że Aiki Taiso było zawsze na początku treningu, ja bym je przesunął na koniec. Z prostej zasady, że rozciąganie powinno przeprowadzać się na rozgrzanych mięśniach. Przeskok z medytacyjnych ćwiczeń do szybkiej aktywności wydaje mi się nienaturalny, wolę odwrotnie.
      Natomiast jak takie ćwiczenia mają wyglądać – tu nie jestem dogmatyczny. One nigdy nie były oficjalnie skodyfikowane. Wystarczy że nie będą odstawać od Aikido ruchowo za bardzo, nie będą wydawać się przeciętnemu aikidoce „dziwne”.
      Jest tu też czynnik stałego dojo. Jeśli ktoś ma dobre „dojście” do sali, może rozłożyć maty na stałe czy w ogóle ma duże okienko codziennie, to może robić tak jak E.Graf. Wprowadzać różne treningi, czyli poza Aikido zajęcia typu „Sport i intelekt dla dzieci”, „Medytacja dla dorosłych”, „Joga dla dorosłych”. Natomiast w większości klubów, gdzie zajęcia organizowane są w szkołach na zasadzie wstrzeliwania się wolne okienko na sali gimnastycznej i dostęp przeciętnie jest dla każdego równy dwóm treningom na tydzień, to takie ćwiczenia będą postrzegane przez większość jako „strata czasu”. Strata, bo zamiast nich można zrobić więcej technik Aikido.

      Tu właściwie rozwiązuje się cały worek tematów, z których każdy dotyka „co powinno znaleźć się na treningu”. To są tak skrajne podejścia… No ale to sobie przyoszczędzę na jakiś kolejny wpis.

      Wspomniany kanał „Aikidoflow” nie znałem, ale widziałem 1-2 filmy z tym człowiekiem. Mniej więcej zorientowałem się w jego poglądach, nie jest pierwszy ani ostatni. Na to (unowocześnianie Aikido) na pewno poświecę jeden z najbliższych wpisów, bo to jest bardzo bolesny temat. Do tego stopnia, że tematy na forach aikidockich na temat skuteczności Aikido bywały blokowane. Musze oglądnąć więcej filmów z nim, nie chciałbym ocenić go pochopnie.

      Wanomichi i „Aikidoflow” mają trochę wspólnego, to dbanie o kompletność praktyki Aikido, o wyjście poza schematy ruchowe dla swojego rozwoju.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s