Czy Aikido powinno się rozwijać jako styl?

Pytanie z gatunku refleksyjnych, choć pod nim – niezbyt udanie, bo to rzeczy o których wie ogół – kryją się wątpliwości, typu „czy Aikido jest skuteczne?”. To właśnie pytanie latami zajmuje aikidoków w Polsce i na świecie.

Intencja pytania wynika z troski o dostosowanie do współczesnych ataków. Aikido opiera się na archaicznych rozwiązaniach – sławne „złap mnie za rękę”. Obrona przed kopnięciami jest marginesem, podobnie niewiele uwagi poświęca się zagadnieniom obrony w zwarciu czy na ziemi. W zasadzie Aikido przedstawiane jest jako forma etycznej samoobrony, ale z biegiem lat praktyki okazuje się, że jest ono pod tym względem nieefektywne. Dlaczego tak twierdzę (a raczej piszę to, o czym mówi wielu)? Dlatego, że do skutecznej obrony przed napaścią na ulicy lepiej nada się karate, judo – jeśli wymienić równorzędne dla Aikido style. Równorzędne, bo powstałe na gruncie budo, w podobnym okresie i w sumie dosyć współczesne. W wielkim uproszczeniu – Aikido można ćwiczyć i 20 lat i zebrać łomot od „byle leszcza”. Na karate można chodzić 2 lata i potem „tanio skóry nie sprzedać”. To właśnie porównanie jest tym wskazującym na nieefektywność Aikido.

Tu mamy do czynienia z podwójną nieefektywnością. Nieefektywność stylu – bo nastawia się tylko na archaiczne ataki. I nieefektywność nauczania – zdobywanie biegłości w technikach trwa bardzo długo. W tym momencie stajemy na rozdrożu, bo pytania mnożą się i mnożą. Odpowiem na kilka od razu, aby postawić pierwsze tezy i zastanowić się, co z tym można robić dalej.

Wątpliwości:

  1. Czy Aikido musi być efektywne?
    Tak, Aikido musi być efektywne. Tak zostało pomyślane, żeby pokonać przeciwnika nie wdając się w walkę. Techniki zostały tak opracowane, aby nie wymagały dużej siły, jednocześnie dąży się do rozstrzygnięcia już na początku starcia. Czyli z założeń pierwotnych wynika, że Aikido ma być efektywne.
  2. Czy musi się rozwijać, skoro zostało stworzone jako budo?
    Nie musi. Jeśli ma służyć doskonaleniu się, a przy tym wartością dodaną jest utrzymanie sprawności do późnego wieku – takie postawienie sprawy jest w porządku. Pod warunkiem, że nie reklamuje się wtedy Aikido jako skutecznej sztuki walki.
  3. Czy ogół ćwiczących rekreacyjnie w ogóle potrzebuje skuteczności w walce?
    Pewnie nie, niemniej większość osób zapisujących się na Aikido ma nadzieję graniczącą z pewnością, że treningi może i nie zrobią z nich postrachów na dzielnicy, ale przynajmniej pozwolą się obronić przed pospolitym atakiem niewyszkolonego napastnika.
  4. Czy mała skuteczność Aikido wynika z archaicznych ataków, a może winny jest model nauczania?
    I to jest sedno zagadnienia, nad którym warto się pochylić.
  5. Czy Aikido może rozwijać się jako styl w taki sposób, żeby nie stracić swojej tożsamości?
    Nie wiem. Aikido w jakimś stopniu ewoluuje, ma wiele odmian, ale żadna z nich nie wniosła na tyle przełomowych wartości, aby wystawić aikidokę do walki amatorskiej.
  6. Czy były już próby rozwoju, czy też zmieniania Aikido i które z nich miały w sobie coś udanego?
    Było ich dużo, niektóre jeszcze za życia Założyciela. Żadna z nich nie osiągnęła nawet ułamka popularności Aikido.
  7. Czy Aikido jest sztuką walki?
    Moim zdaniem nie jest. Aikido jest unikaniem walki. Nie zawiera w sobie głównych cech walki, czyli nie ma chęci dominacji, ani nawet zwycięstwa, nie ma w ogóle rywalizacji. Rozstrzygnięcie starcia to rozwiązanie problemu, nie ma w tym agresji. W warstwie technicznej nie ma bloków, nie przewiduje się wymiany ciosów. Jest sztuką pokoju, jakkolwiek to nie zabrzmi wzniośle.

Tezy:

  1. Aikido współczesne jest formą rekreacji opartą o techniki walki. Samo w sobie nie gwarantuje skutecznej samoobrony.
    Pierwsza przyczyna to archaiczne ataki ćwiczone na treningach. Aikidoka pozna wiele sposobów uwolnienia się z uchwytu za rękę, problem w tym że… nikt go za tę rękę nie będzie nigdy chwytał. Rozwiązaniem problemu nie jest nauka „prawidłowego atakowania”. Byłem świadkiem takich „reformatorskich” treningów. Ponieważ kopnięcia nie są w arsenale Aikido, nawet ci co nauczyli się wysoko kopać, często nie używają tego – w ćwiczeniach w parach podają nogę do złapania, a nie kopią. Jeżeli patrzymy na Aikido pod kątem efektywnej samoobrony, to raczej niewiele osób atakujących na ulicy używa low-kicków czy kopie na głowę. Wprowadzenie „nauki prawidłowego uderzania” to tworzenie mitu „recepty na skuteczność”. To tworzenie kolejnych form. Jako mistrz powinienem potrafić obronić się przed każdym atakiem, a nie konkretnym ćwiczonym jako jedynie słuszny. Ci, którzy spuszczają bęcki aikidokom, nie są jakoś specjalnie wyćwiczeni, to są najczęściej zwykłe, prymitywne uderzenia.
    Druga przyczyna to model treningowy, opierający się o ćwiczenie form (kata). Ponieważ ćwiczy się sekwencje ruchów, nie ma możliwości zaskoczenia. Można poprawiać dopasowanie się do ruchu przeciwnika, zwiększać prędkość wykonywania techniki, ale właściwie nie pokazuje się kaeshi-waza. Czyli kontrtechnik („co zrobić, jak nam ktoś zepsuje ruch?”). Z tego powodu ćwiczenie „realnych obron przed realnymi atakami” jest tylko tworzeniem miraży, kolejnym poziomem tego samego – nauki schematów ruchowych w oderwaniu od sparingów.
    Trzecia przyczyna to brak typowych dla systemów samoobrony dodatkowych zajęć. Samoobrona nie zajmuje się tylko walką, ale także rozwiązaniem sytuacji, w której samoobrona może wystąpić. Czyli ocena zagrożenia, próby rozładowania napięcia w sytuacji mogącej przerodzić się w bójkę – na treningach Aikido tym się nie zajmujemy. Choćby z tego powodu jest to niekompletny system jako samoobrona.
  2. Aikido nie może być zreformowane oddolnie.
    O kształcie Aikido decyduje doshu, czyli następca założyciela stylu. Centrala, rada techniczna to Hombu Dojo. Nie da się bez akceptacji „góry” zmienić Aikido. Wielu wprowadza jakieś przemyślenia do Aikido, swoje techniki czy pomysły na trening, ale to nie jest coś co wychodzi poza kanon. A kanon to „książeczka” z wymaganiami na stopnie, gdzie dokładnie wymienione są techniki. O ile mogą być różnice w stopniach uczniowskich, o tyle egzamin na shodan to jest standard. Jasne, są warianty technik, ale to ciągle jest Aikido. Nie podlegają na egzaminach ocenie rzeczy, które Aikido nie są. Kolejne pokolenia aikidoków są formowane w ten sam sposób. Zdarza się raz na jakiś czas ktoś, kto wnosi powiew świeżości. Taki był Christian Tissier, teraz jest modny Ryuji Shirakawa, ale to ciągle jest „choreografia” – brak wolnej walki. Atak – przyjęcie techniki, nie ma elementów blokowania ruchu, oporowania, prawdziwej konfrontacji. To ciągle kata, tylko że ładniejsze, bardziej dynamiczne, bardziej pomysłowe. Czy wspomniani mistrzowie mają wpływ na kształt współczesnego Aikido? Jasne, że tak. Czy dzięki nim Aikido stało się bardziej skuteczne? Myślę, że nie. Bardziej widowiskowe, ale nie zwiększyło to poziomu jego użyteczności.
  3. Aikido nie ma kierunku w którym mogłoby się rozwijać.
    Spójrzmy na pierwsze odłamy Aikido. Yoseikan (Minoru Mochizuki, 1931 r.). Powstał na bazie Aikido, to miał być taki wszechstronny styl walki, z elementami karate, judo. Są w nim i formy z mieczem, i rzuty poświęcenia. Gdzie dzisiaj jest Yoseikan, ktoś o nim słyszał poza tym, że wie o jego istnieniu?
    System Yoshinkan (Gozo Shioda, 1955 r.), oparty na wczesnej formie Aikido. Z jednej strony pozostałości po Daito-ryu, z drugiej uporządkowany model nauczania, do dzisiaj używany w policji w Japonii. Adepci chodzą jak „robociki” kanciasto – kata podzielone na tak dokładne odcinki, że łatwo skorygować błąd na dowolnym etapie. Czy rzeczywiście jest tak twarde? Techniki może się i różnią, ale zawiera te same formy ataku, więc także jest ograniczone.
    Nishio? Egzotyka, dla mnie to takie „brzydkie” Aikido, które w realnym starciu wygląda tak samo brzydko, nie traci tak jak typowe z Aikikai, niczego nie udaje. Dużo oparcia się o miecz, takie Aikido wymyślone od nowa jeszcze raz, dla mnie ruchowo inne. Ale czy lepsze?
    Czy można mówić o wyższości jednego stylu Aikido nad drugim? Czy formy nie są jedynie drogą do doskonalenia się, a mistrzostwo to spontaniczne rodzenie się technik dopasowanych do ataku, Takemusu Aiki?
    Powstają coraz to nowe wariacje powiązane w jakiś sposób z Aikido, na przykład jeszcze jest modna Sistiema. Czy tworzenie nowych odmian Aikido coś wniesie? Myślę, że nie.
    Możliwe kierunki rozwoju jakie możemy dzisiaj zaobserwować, to na przykład nadawanie oddzielnych stopni z posługiwania się bronią, czy tak jak w Ki Aikido oddzielnie stopniowane jest użycie ki. Czy to dobry kierunek – według mnie nie, to takie rozdzieranie na kawałki.
    A może śmiały krok w nowoczesność, na przykład system duo? Czyli forma zawodów, gdzie pary występują i są oceniane. Jest określony atak, ale uke nie zna formy obrony. Wymagana jest szybkość i wysoka sprawność, pokazy ju-jitsu w tej formule są widowiskowe. Tylko, że byłoby to złamanie zasady Aikido o braku rywalizacji…
    A czy trzeba łamać inne zasady? Zmienić postawę z hanmi na jakąś współczesną? Zmienić tai-sabaki na coś współczesnego? Dołożyć więcej uderzeń i kopnięć? Czy to będzie jeszcze Aikido?
    A może Aikido powinno pozostać jedynie w sferze „duchowej”, co do zasady nierobienia krzywdy napastnikowi, a rozwijać się powinno poza tym dowolnie? Co wtedy byłoby jego techniczną bazą?

Podsumowując krótko: moim zdaniem w jaką stronę Aikido by teraz nie rozwijać, wejdzie ono na coś, co już istnieje.

Moje próby i przemyślenia

Czy to znaczy, że nic nie da się zrobić?
Moje próby wyglądały następująco. Gdy próbowałem walczyć z „podawaniem nogi” zamiast kopania, wymyśliłem formę treningu, w której uke kopie z całej siły w obrońcę na ustalonej wysokości trafiając w coś (ochraniacz, w moim przypadku były to skrzyżowane przedramiona). To nie byli wykwalifikowani karatecy, nie było groźby złamania. Chodziło o proste przezwyciężenie lęku przed trafieniem (i skrzywdzeniem) obrońcy. Natomiast zadaniem obrońcy było wykonanie techniki, ale za którymś razem. Uke nie wiedział na które kopnięcie będzie riposta, np. wejście do irimi-nage. Bardzo szybko uczniowie umówili się na zasadzie „wchodzisz przy czwartym razie”. To jest walka z wiatrakami. Przy w miarę spójnym modelu treningowym, a taki jest obecnie, każda zmiana zostanie „sprowadzona do parteru”. Nie będzie pasować do reszty, zostanie ciekawostką. Nawet jeśli przeforsuje się kilka rzeczy, powiedzmy jakichś nowatorskich pomysłów, to nie zmieni to całości, ogólnego kształtu tego Aikido.

Co ja bym zmienił?
Położyłbym nacisk na ćwiczenie wersji omote i być może zerwał z zasadą, że każda technika musi mieć wersję ura. Poza tym, jak najwcześniej wprowadziłbym broń, jako bardzo pomocną w kształtowaniu wyczucia dystansu i umiejętności wejścia w przeciwnika. Począwszy od długich do krótkich – jo, bokken, tanto.
Z moich obserwacji: suwari-waza nie są tak uciążliwe dla dzieci jak dla dorosłych i trzeba to wykorzystać. I jednak pokazywanie tylko wariantów omote początkującym daje szybszy rozwój, to ura tak rozleniwia jakoś 😉
Nie rozumiem wymagania jak najwcześniejszego padania na twardo przy jednoczesnym późnym wprowadzaniu koshi-nage. Techniki tak kluczowej dla wykształcenia prawidłowej pracy bioder.
Co do samej rozgrzewki – przychylam się do opinii jednego z mistrzów, że „tenkany” są stratą czasu. To jest pomoc w ułożeniu grupy, takie rytmiczne odliczane ćwiczenia. Ale lepiej wykonywać te elementy w technikach, a nie oddzielnie, bo to nic nie wnosi. Lepiej zrobić np. 20 powtórzeń techniki, w której tenkan występuje, niż poświęcać cały blok rozgrzewki na takie rzeczy „na sucho”.
W ogóle jestem zdania, że aby być dobrym w Aikido – trzeba intensywnie ćwiczyć Aikido; to jest ważniejsze, niż dokładanie różnych „ulepszaczy” (a czasem niestety ledwie wypełniaczy, jak prowadzący nie ma pomysłów).
W warstwie technicznej nie chciałbym zerwania z korzeniami. Punktem odniesienia dla mnie, wzorcem, jest Daniel Toutain (z czasów zanim zainteresował się jogą). Jedyny jakiego znam, który potrafi pokazać Aikido Iwama na szybkim, dynamicznym poziomie, a jednocześnie precyzyjnie.
Warto obserwować shihanów. I słuchać. Pamiętam staż, na których shihan pokazywał po 2-3 warianty obrony na ten sam atak. Po to, by w parach nie dochodziło do „zawieszek” („jak to dalej było?” i rozglądanie się po sali), by wykonywać ten wariant, który pierwszy przyjdzie do głowy, albo jest najbardziej dogodny. Na innym tłumaczył, że nie jest jego rolą pokazywanie nowych wariantów technik, bo od tego jest instruktor w klubie, tylko prostowanie naszego Aikido. Tej głównej części, to ma się rozwijać prawidłowo. Wariant jak wariant, jeszcze jeden nie podniesie wartości naszego Aikido.

Przyszłość Aikido według mnie?
Etyczna samoobrona, nie pozostawiająca śladów, ma swoją wartość. Umiejętność zakładania dźwigni, unikania uderzeń, padów – to wszystko może być przydatne. Tu nawet jest pewna przewaga Aikido – prędzej Aikidoka będzie potrafił się obronić przed atakiem pałką niż adept innego popularnego stylu, w którym nie ćwiczy się obrony przed kijem czy atakami typu shomen i yokomen.
Według mnie Aikido przez najbliższe lata nie zmieni się. Różne tendencje i tarcia wewnątrz organizacji nie będą mieć przełożenia, ani na znaczące reformy, ani na pojawienie się nowego nurtu w Aikido.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s